Nie płynęłam za nią no,
bo, po co? Za to rozgościłam się na kanapie. Po, mimo, że wykonana z
koralowca jest bardzo wygodna. Bo w końcu mam zamiar dowiedzieć się
wszystkiego. Nawet nie przeszkadzał mi ogon, w ręcz przeciwnie był jakoś
na miejscu. Czułam się z nim dobrze jakbym się z nim urodziła. Z
kuchni słyszałam brzdęk talerzy, słyszałam też hałas szuflady z której
wyciągane były sztućce, domyśliłam się po ich charakterystycznym
dźwięku. Było tak normalnie jak w domu gdy wieczorami siadałyśmy z mamą
po ciężkim dniu i robiłyśmy sobie cappuccino. Brałyśmy do tego
ciasteczka w czekoladzie, albo tiramisu bo, było to nasze ulubione
ciasto i oglądałyśmy komedie. Nigdy nie oglądałyśmy horrorów mama
panicznie się wtedy bała, a ja nie mogłam powstrzymać histerycznego
śmiechu. Dlatego przeważnie oglądałyśmy komedie najróżniejsze, a jak
robiłyśmy sobie wieczór filmowy to tylko ja zawsze wytrzymywałam do
końca. Mami usypiała gdzieś tak w połowie. To były piękne chwile. Tak
bardzo zatraciłam się wspomnieniach, że nie zauważyłam kiedy Lili
wróciła. Siedziała już wygodne na fotelu i patrzyła na mnie. Przed sobą
na stoliczku zobaczyłam właśnie cappuccino i ciasteczka. Skąd ona
wiedziała, że je lubię? Jednak zanim zdążyłam ją o to zapytać ona
odezwała się do mnie.
- Nie jesteś za bardzo
podobna do Lori wiesz? - Powiedziała coś co już wiedziałam od bardzo
dawna. Wszyscy mi mówili, że mam zupełnie inną urodę niż matka, aby
kolor włosów upodabniał nas do siebie.
- Tak wiem dużo osób to mówi. - Odpowiadam grzecznie.
Oczywiście ona dalej kontynuowała. soją poprzednią myśl.
-Ale tylko z pozoru tak
naprawdę tylko wnikliwi zaobserwują to jak bardzo jesteście do siebie
podobne. Tak akurat różnimy się dosłownie wszystkim, ale jej słowa
zmuszają mnie do myślenia. bo było w nich trochę prawdy z pozoru byłyśmy
niczym dzień, a noc. Ja zawszę odważna, szczera nie bojąca się
niczego. ona zaś kulturalna, miła i delikatna. Po mimo tego wszystkiego
miałyśmy dużo wspólnego. Lubiłyśmy oglądać filmy o starych pięknych
czasach, uwielbiałyśmy jeździć na rowerach i nie tylko. Obie
rozczulałyśmy się nad tym, że jakiś bohater umarł i ryczałyśmy jak
bóbr. Mogła bym tak wymieniać dalej i dalej, ale jakoś nie mam na to
ochoty. Wole zachować to dla siebie. Jednak postanowiłam zapytać o coś
bardzo lądowego. O jejku będę musiała się przyzwyczaić do tego że żyję w
wodzie, a nie na lądzie.
-Mogę cię o coś
zapytać? - W odpowiedzi skinęła głową w ręku trzymała filiżankę z
cappuccino widocznie i ona je lubiła.- Skąd wiedziałaś, że lubię
cappuccino i ciasteczka przecież nie każdy je lubi?
- Ach to myślałam, że
będziesz pytać o inne sprawy, ale dobrze. twoja matka jedyne co
tolerowała gdy była młoda to właśnie ten napój, więc założyłam, że ty
też je lubisz. A ciasteczka u was w rodzinie to normalne. Każdy je
uwielbia zobaczysz jak ich poznasz. Pochłaniają ich całą masę! -
Wykrzykuje, a ja zastanawiam się dlaczego nikt mi nie powiedział, że mam
tu rodzinę?
- Ale czekaj to ja mam tu jakąś rodzinę? - Pytam choć sama znam odpowiedź.
- Tak oczywiście
skarbeńku. Tylko na razie nie możesz ich poznać. Nawiasem mówiąc oni
nawet nie wiedzą o twoim istnieniu. - Mówi z goryczą.
- Czekaj, jak to nie
wiedzą o moim istnieniu? – Zapytałam zdziwiona. Oczekiwałam jakiś
dobrych wiadomości, że oni mnie przygarną będą mną się opiekować, a tu
co? Nic zupełnie nawet nie wiedzą, że ja istnieję.
- Niestety tak, ale to
nie jest czyjaś wina. Po prostu było to trzeba utrzymać w tajemnicy...
jak wiele innych rzeczy – Ostatnie powiedziała tak cicho, że prawie tego
nie usłyszałam, a może miała tego nie usłyszeć?
- Och no dobrze skoro
tak ma być. – Tylko to powiedziałam. I sięgnęłam po ciasteczko z
talerzyka. Mmm Moje ulubione z kawałkami czekolady.
- Widzę, że bardziej byś
chciała dowiedzieć się tego czego przed tobą ukrywamy, ale ja wiem
tylko tyle ile ona mi powiedziała. Opowiedziała pięciu osobom kawałek
historii i każda wie zupełnie coś innego. Ale żeby nie było tak łatwo te
osoby rozsiane są wszędzie nikt dokładnie nie wie gdzie są. Ja znam
tylko informacje kim jest ta druga osoba, a druga gdzie trzecia i tak
dalej. –Mówiła powoli żebym dokładnie to pojęła. Moja kochana mama ufała
tak małej ilości osób. Ale dlaczego?
- Twoja matka była
bardzo nie ufną osobą, ale nie martw się prawdopodobnie znasz te osoby
tylko nie wiesz, że to są one. Przez lata zostawiała wskazówki więc się
nie martw.
- Ta jasne z moją pamięcią. – Dla potwierdzenia pukam się ręką w głowę. Trochę za mocno...
Roześmiała się.
- Jesteś bardzo podobna
do twojej matki tylko o tym nie wiesz! – I dalej śmiała się. Nawet nie
wiem z czego więc przyłączyłam się do niej. Ale po chwil tego radosnego
szału z poważniała i powiedziała:
- Jesteś gotowa na pierwszą część historii?
Nie wiedziałam co
odpowiedzieć tak czy może nie? Jestem już na to gotowa, a może powinnam
trochę poczekać oswoić się z niektórymi rzeczami przecież umarła mi
matka, a po jej ciele nie zostało nic! Nie wiem tylu rzeczy. Chcę je
poznać, ale czy na pewno. Może prawa mnie zabije, albo co gorsza nie
będę potrafiła rozszyfrować wskazówek danych przez matkę i nie poradzę
sobie z przeznaczeniem. Ale przecież zawszę byłam ryzykantką. Pierwszą
osobą do zemsty na nauczycielu i innych dziwnych wyskoków, do których
lepiej się nie przyznawać. Teraz chyba czas na przeznaczenie. Nie wiem
czego się dowiem, ale wiem, że chcę się tego dowiedzieć.
- Tak. – Tylko to powiedziałam, ale dla potwierdzenia pokiwałam jeszcze głową. Czas na nie opowiedzianą dotąd historię.
Przepraszam, że tak
długo nic nie było, ale jednym wyjaśnieniem jest tu szkoła. Mam
nadzieje, że się nie pogniewaliście? Myślę, że niedługo poznacie dalszy
ciąg tej historii, chciałabym wam napisać, że jutro, ale nie do końca
jeszcze jestem pewna czy na pewno, ale za tydzień to na 100%. Tak na
pocieszenie to jeszcze dziś zabieram się do pisania 8 rozdziału więc
zobaczymy czy dam radę wyrobić się do jutra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz