środa, 11 listopada 2015

Rozdział 7

Nie płynęłam za nią no, bo, po co? Za to rozgościłam się na kanapie. Po, mimo, że wykonana z koralowca jest bardzo wygodna. Bo w końcu mam zamiar dowiedzieć się wszystkiego. Nawet nie przeszkadzał mi ogon, w ręcz przeciwnie był jakoś na miejscu. Czułam się z nim dobrze jakbym się z nim urodziła. Z kuchni słyszałam brzdęk talerzy, słyszałam też hałas szuflady z której wyciągane były sztućce, domyśliłam się po ich charakterystycznym dźwięku. Było tak normalnie jak w domu gdy wieczorami siadałyśmy z mamą po ciężkim dniu i robiłyśmy sobie cappuccino. Brałyśmy do tego ciasteczka w czekoladzie, albo tiramisu bo, było to nasze ulubione ciasto i oglądałyśmy komedie. Nigdy nie oglądałyśmy horrorów mama panicznie się wtedy bała, a ja nie mogłam powstrzymać histerycznego śmiechu. Dlatego przeważnie oglądałyśmy komedie najróżniejsze, a jak robiłyśmy sobie wieczór filmowy to tylko ja zawsze wytrzymywałam do końca. Mami usypiała gdzieś tak w połowie. To były piękne chwile. Tak bardzo zatraciłam się wspomnieniach, że nie zauważyłam kiedy Lili wróciła. Siedziała już wygodne na fotelu i patrzyła na mnie. Przed sobą na stoliczku zobaczyłam właśnie cappuccino i ciasteczka. Skąd ona wiedziała, że je lubię? Jednak zanim zdążyłam ją o to zapytać ona odezwała się do mnie.
- Nie jesteś za bardzo podobna do Lori wiesz? - Powiedziała coś co już wiedziałam od bardzo dawna. Wszyscy mi mówili, że mam zupełnie inną urodę niż matka, aby kolor włosów upodabniał nas do siebie.
- Tak wiem dużo osób to mówi. - Odpowiadam grzecznie.
Oczywiście ona dalej kontynuowała. soją poprzednią myśl.
-Ale tylko z pozoru tak naprawdę tylko wnikliwi zaobserwują to jak bardzo jesteście do siebie podobne. Tak akurat różnimy się dosłownie wszystkim, ale jej słowa zmuszają mnie do myślenia. bo było w nich trochę prawdy z pozoru byłyśmy niczym dzień, a noc. Ja zawszę odważna, szczera nie bojąca się niczego. ona zaś kulturalna, miła i delikatna. Po mimo tego wszystkiego miałyśmy dużo wspólnego. Lubiłyśmy oglądać filmy o starych pięknych czasach, uwielbiałyśmy jeździć na rowerach i nie tylko. Obie rozczulałyśmy się nad tym, że jakiś bohater umarł i ryczałyśmy jak bóbr. Mogła bym tak wymieniać dalej i dalej, ale jakoś nie mam na to ochoty. Wole zachować to dla siebie. Jednak postanowiłam zapytać o coś bardzo lądowego. O jejku będę musiała się przyzwyczaić do tego że żyję w wodzie, a nie na lądzie.
-Mogę cię o coś zapytać? - W odpowiedzi skinęła głową w ręku trzymała filiżankę z cappuccino widocznie i ona je lubiła.- Skąd wiedziałaś, że lubię cappuccino i ciasteczka przecież nie każdy je lubi?
- Ach to myślałam, że będziesz pytać o inne sprawy, ale dobrze. twoja matka jedyne co tolerowała gdy była młoda to właśnie ten napój, więc założyłam, że ty też je lubisz. A ciasteczka u was w rodzinie to normalne. Każdy je uwielbia zobaczysz jak ich poznasz. Pochłaniają ich całą masę! - Wykrzykuje, a ja zastanawiam się dlaczego nikt mi nie powiedział, że mam tu rodzinę?
- Ale czekaj to ja mam tu jakąś rodzinę? - Pytam choć sama znam odpowiedź.
- Tak oczywiście skarbeńku. Tylko na razie nie możesz ich poznać. Nawiasem mówiąc oni nawet nie wiedzą o twoim istnieniu. - Mówi z goryczą.
- Czekaj, jak to nie wiedzą o moim istnieniu? – Zapytałam zdziwiona. Oczekiwałam jakiś dobrych wiadomości, że oni mnie przygarną będą mną się opiekować, a tu co? Nic zupełnie nawet nie wiedzą, że ja istnieję.
- Niestety tak, ale to nie jest czyjaś wina. Po prostu było to trzeba utrzymać w tajemnicy... jak wiele innych rzeczy – Ostatnie powiedziała tak cicho, że prawie tego nie usłyszałam, a może miała tego nie usłyszeć?
- Och no dobrze skoro tak ma być. – Tylko to powiedziałam. I sięgnęłam po ciasteczko z talerzyka. Mmm Moje ulubione z kawałkami czekolady.
- Widzę, że bardziej byś chciała dowiedzieć się tego czego przed tobą ukrywamy, ale ja wiem tylko tyle ile ona mi powiedziała. Opowiedziała pięciu osobom kawałek historii i każda wie zupełnie coś innego. Ale żeby nie było tak łatwo te osoby rozsiane są wszędzie nikt dokładnie nie wie gdzie są. Ja znam tylko informacje kim jest ta druga osoba, a druga gdzie trzecia i tak dalej. –Mówiła powoli żebym dokładnie to pojęła. Moja kochana mama ufała tak małej ilości osób. Ale dlaczego?
- Twoja matka była bardzo nie ufną osobą, ale nie martw się prawdopodobnie znasz te osoby tylko nie wiesz, że to są one. Przez lata zostawiała wskazówki więc się nie martw.
- Ta jasne z moją pamięcią. – Dla potwierdzenia pukam się ręką w głowę. Trochę za mocno...
Roześmiała się.
- Jesteś bardzo podobna do twojej matki tylko o tym nie wiesz! – I dalej śmiała się. Nawet nie wiem z czego więc przyłączyłam się do niej. Ale po chwil tego radosnego szału z poważniała i powiedziała:
- Jesteś gotowa na pierwszą część historii?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć tak czy może nie? Jestem już na to gotowa, a może powinnam trochę poczekać oswoić się z niektórymi rzeczami przecież umarła mi matka, a po jej ciele nie zostało nic! Nie wiem tylu rzeczy. Chcę je poznać, ale czy na pewno. Może prawa mnie zabije, albo co gorsza nie będę potrafiła rozszyfrować wskazówek danych przez matkę i nie poradzę sobie z przeznaczeniem. Ale przecież zawszę byłam ryzykantką. Pierwszą osobą do zemsty na nauczycielu i innych dziwnych wyskoków, do których lepiej się nie przyznawać. Teraz chyba czas na przeznaczenie. Nie wiem czego się dowiem, ale wiem, że chcę się tego dowiedzieć.
- Tak. – Tylko to powiedziałam, ale dla potwierdzenia pokiwałam jeszcze głową. Czas na nie opowiedzianą dotąd historię.
Przepraszam, że tak długo nic nie było, ale jednym wyjaśnieniem jest tu szkoła. Mam nadzieje, że się nie pogniewaliście? Myślę, że niedługo poznacie dalszy ciąg tej historii, chciałabym wam napisać, że jutro, ale nie do końca jeszcze jestem pewna czy na pewno, ale za tydzień to na 100%. Tak na pocieszenie to jeszcze dziś zabieram się do pisania 8 rozdziału więc zobaczymy czy dam radę wyrobić się do jutra.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 6

Przepraszam, że dawno nie było rozdziału, ale byłam zajęta i brak weny.





Czekałam i czekałam i nikt mi nie otwierał. Zaczęłam się rozglądać czy nikt przypadkiem nie idzie. Nie to żeby ktoś mnie nakrył na tym, że pukam do drzwi, ale mogłabym się go zapytać o właścicielkę Lili. Tak więc czekałam, ale to nigdy nie było moją dobrą stroną. Zaczęłam, więc poszukiwanie jakiegoś innego wejścia. Opłynęłam cały dom, który był dość spory znalazłam kilka okien, ale nic nie było przez nie widać. Były kompletnie pozasłaniane. Musiałam zaryzykować nacisnęłam klamkę. I nawet nie wiedziałam, że pod wodą mają je takie same jak u nas na lądzie. Drzwi były otwarte powoli wpłynęłam do domu i po mimo tego, że okna były zasłonięte wnętrze okazało się jasne. Nikogo nie było w domu? Zdziwiłam się.  Jednak po chwili ktoś złapał mnie od tyłu. Przycisnął dłoń do moich ust. Napastnik unieruchomił mnie nie mogłam w żaden sposób się ruszyć. Nagle odezwał się, a raczej odezwała się.

- Kto cię tu przysłał? – Bała się kogoś? Chyba zbytnio nie cieszyła się z mojej obecności. Ale przynajmniej wzięła odsunęła rękę i mogłam nabrać powietrza. Wykrztusiłam tylko jedno słowo:

- Loria. – Wtedy już wypuściła mnie ze swojego uścisku. I mogłam nareszcie głęboko odetchnąć.

- Jejku nic ci się nie stało? Tak bardzo cię przeprasza myślałam, że Rosttel kogoś przysłała. – Paplała bardzo szybko. – Czyli Loria nie dotarła? Klątwa okazała się prawdziwa. Co ja plotę. – Złapała się za głowę. Po czym kontynuowała. – Myślałam, że już nigdy się nie zjawisz minęło tak dużo czasu od twoich szesnastych urodzin od tego dnia czekałam i czekałam. Jednak nikt ci nie powiedział, że do mnie puka się siedem razy, a nie trzy.

- Przepraszam skąd mogłam wiedzieć? Mama uraczyła mnie tylko kawałkiem historia, a okazuję się, że jest tego jeszcze więcej! Jakieś klątwy, czary i przemiany! O co w tym wszystkim chodzi?! – Wykrzyczałam to wszystko z siebie. Serce biło mi tak szybko w piesi, że myślałam, że wyskoczy mi ono. I jeszcze może popłynie sobie gdzieś. Było tego wszystkiego za dużo jak dla mnie. Niech ona mi lepiej opowie całą tą dziwną historię, a nie okłamię, albo poda tylko trochę informacji i mam się tym zadowolić.

- Spokojnie Anerys. Uspokój się ja ci naprawdę wszystko opowiem tylko zachowuj się cicho. Ktoś może nas usłyszeć, a to wcale nie było by dobre ani dla mnie, ani dla ciebie – odpowiedziała

- Dobrze. Musiałam to z siebie wyrzucić. Wiesz dość długo musiałam to w sobie trzymać. – Uśmiechnęłam się smutno. – A tak poza tym wiesz, którą tu mamy godzinę? – Było to pytanie, które dość długo zaprzątało mi myśli. Ona się tylko roześmiała.

- Kompletnie nie wiesz, która godzina co? Tak to jest nasz główny problem niezbyt widzimy słońce i nie mamy zegarków. U nas czas mierzy się w klepsydrach każdy ma taką w domu działa głównie dzięki magii, bo przecież, komu by się chciało co równe dwanaście godzin przewracać klepsydrę, no i każdy by miał inny czas. Chcesz zobaczyć? – Zapytała.

Przytaknęłam na to głową. Uśmiechnęła się ma piękny uśmiech. W ogóle jest ładna. Ma dość ładne pokręcone różowe loki i zielone oczy. Ogon ma jaskrawo pomarańczowy. W całości może to wyglądać dziwnie w rzeczywistości nie. Pasuje to do niej. Prowadzi mnie do salonu. Oglądam całe pomieszczenie jeść dość spore. Na środku ustawiona kanapa i fotel z koralowca obok nich stolik wykonany z tego samego tworzywa co kanapa. Nawet na podłodze leży dywanik z plecionych ze sobą wodorostów. Wszędzie wisiały jakieś ramki z fotografiami, a nawet znajdował się tutaj kominek. Ciekawe jak działał? Hmm… Widząc moje spojrzenie Lili mówi:

- Magia, prawie wszystko co tutaj znajdziesz działa za pomocą magii, albo ma coś z nią wspólnego. – Wyjaśnia mi.

- Aha życie tutaj jest naprawdę niesamowite. Będę musiała się przyzwyczaić. – Powiedziałam, bo przecież nie mogę się stąd wydostać.

- Tak, ale spokojnie tu masz większe szanse na przeżycie niż poza miastem.

Zatrzymała się przy dość ozdobnej komodzie stojącej pod ścianą na której  stoi średniej wielkości klepsydra, a w niej przesypuje się piasek.  Zwykła normalna klepsydra taka sama jaką można kupić w sklepie. Tylko piasek ma jaskrawy kolor.

- I co widzisz która godzina? – Zagadnęła mnie Lili.

Przypatruję się i widzę tylko to, że została może jedna czwarta piasku do przesypania. Co to ma znaczyć to nie mam pojęcia.

- Ha wiedziałam, że nie będziesz potrafiła odczytać godziny z boku są takie małe kreseczki podejdź bliżej to je zobaczysz. – Powiedziała śmiejąc się. Z czego też się uśmiechnęłam.

I zobaczyłam małe kreski, a obok nich cyfry. Z tego co wskazywał ten „zegarek” wynikało, że mamy siódmą wieczorem. Tak późno nie wiedziałam, że tak długo tu jestem.

- Jest siódma? – Zapytałam ze zdziwieniem.

- Tak tu czas mija szybciej niż u was to nie znaczy, że tam na lądzie nie ma siódmej też jest. 

- Okey. To może teraz wytłumaczyłabyś mi wszystko. – Powiedziałam to z nadzieją, że nie będę musiała czekać do jutra.

- Tak dobrze. Tylko ostrzegam to nie jest wcale mila opowieść do poduszki. – Chyba żarty nigdy jej nie opuszczają.

- Mi to kompletnie nie przeszkadza. – Odparłam ze śmiechem.

- To dobrze, a teraz choć usiądźmy, bo to naprawdę długa opowieść. Przyniosę herbatkę i ciasteczka. – Powiedziała i jak na zawołanie zaburzało mi w brzuchu. – Potem zrobię coś dobrego na kolacje – kontynuowała.

- Tylko błagam coś pysznego – poprosiłam.

- Postaram się tylko najpierw jedno pytanie.

- Tak - zgodziłam się.

- Czy ktoś cię widział? – Zapytała.

- Tak jakaś nijaka Elwi. To nie dobrze? – Zapytałam może ona była jakimś syrenim szpiegiem?

- Nie ona jest nie szkodliwa z resztą jest bardzo dobrą syreną. Jako jedyna pamięta starego króla. Poczekaj tu na mnie, a ja popłynę po herbatkę i ciasteczka.

- Tak oczywiście. – I odpłynęła w stronę jak domniemam kuchni.

 * Rozdział może zawierać błędy.
** Proszę żebyście komentowali moje "dzieło" ponieważ to mi daję jakąś motywację by pisać dalej.

P.S. Teraz czeka mnie trudny rozdział, bo w końcu nasza Anerys dowie się wszystkiego. Trzymajcie za mnie kciuki! 

O i jeszcze to, że jeśli pod tym rozdziałem nie będzie 5 komentarzy nie będzie następnego.

piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 5

 Obiecałam więc proszę.

Muszę przestać się użalać nad sobą. Rozejrzałam się uważnie wokół siebie nie było nikogo. To dobrze. Spojrzałam jeszcze raz na ciało matki. Wyglądała jakby spała. Wzięłam głęboki oddech, dam sobie radę uda mi się dotrzeć do Lili. Czas płynąć, ale najpierw spojrzę po raz ostatni na mamę, patrzę, ale jej ciała tam nie ma. Jak to? Pytam samą siebie. Rozpłynęło się w powietrzu? Nie mam czasu, aby nad tym się zastanawiać.
Płynę tak jak kazała mi mam wzdłuż tego rowu oceanicznego. Jest strasznie głęboki. Spojrzałam tylko raz w dół i było tam tak głęboko aż rozbolały mnie oczy od patrzenia. Nie radzę tam wpływać, bo popłyniesz i już nie wypłyniesz.
Przypatruję się otoczeniu. Jest tu wiele do podziwiania mnóstwo wielokolorowych rybek, których nazw nie znam. Może znajdę tu błazenka. To chyba jedyna rybka, którą rozpoznaję. A wszystko to dzięki filmowi „Gdzie jest Nemo”. Uwielbiałam tę bajkę, tak jak wiele inny o podwodnym świecie. Kochałam też Arielkę obejrzałam wszystkie części tej bajki plus jeszcze wszystkie odsłony „Małej syrenki”. Błamom tego poważnie uzależniona kiedyś nawet chciałam pofarbować włosy na taki sam kolor co miała Arielka niestety spotkał się ten pomysł z radykalną odmową. Teraz zdaje mi się, że to wszystko, czyli oglądanie filmów o podwodnym świecie, ubieranie się na niebiesko czy moje długie kąpiele miały powiązanie z tym, że należę do tego właśnie świata. Nigdzie nie czułam się tak dobrze jak tutaj po wodą po mimo tego co się stało.
Nagle w oddali dostrzegam zarys miasta. To musi być Atent. Jest naprawdę wielkie. Samo dopłynięcie zajmie mi z pół godziny. Nie mam zegarka, więc nawet nie wiem, którą mamy godzinę. Może minęły trzy, cztery godziny. Odkąd przeszłam przemianę.

Facebook

 Hejka!
Tak postanowiłam utworzyć stronkę na facebooku dzięki której będziecie mogli być  na bieżąco. I jeszcze mała niespodzianka dziś dodam następny rozdział i jutro też powinien być nowy. Dzisiejszy będzie trochę krótki. Dobra nie wiem jeszcze jaki, bo może mam pół strony. No to zachęcam was do lajkowania stronki.

The new story

środa, 29 lipca 2015

Postanowienie!

                                                                              

Hejka!
Są wakacje i czasem nie za bardzo  chce mi się pisać więc musicie zadowalać się tym co dodam raz na jakiś czas. Za co was przepraszam. Mogę was pocieszyć następny rozdział o Anerys będzie w sobotę może w piątek jeśli się wyrobię. Może ktoś zauważył, że rozpoczęłam nowe opowiadanko w karcie obok więc zapraszam do zajrzenia tam. Nie wiem kiedy będą następne części (opowiadania nr 2) więc musicie być cierpliwi. Zastanawiam się nad założenia stronki na facebooku wtedy bez przeszkód moglibyście wiedzieć kiedy i co nowego dodaję. Jeśli ktoś jest za niech na pisze w komentarzu, bo nie wiem czy to ma sens. I naprawdę nie bójcie się komentować  znoszę wszystko nawet najgorszą krytykę, bo wtedy wiem czy robię to dobrze czy nie. To chyba tyle mam nadzieję, że wam się podoba to co piszę.
                                                                   
                                                                                                                           Paaa
P.S. Chcecie obrazki do postów?
 

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 4


Otaczająca mnie przestrzeń była śliczna. Wokół mnie pływało mnóstwo kolorowych rybek i koników morskich. Dno usiane było najróżnorodniejszymi muszelkami. Niektóre były  takie wielkie, że nigdy  nie podejrzewała bym, iż takie mogą istnieć. Podniosłam jedną, aby jej się dokładnie przyjrzeć. Była różowa, lekko falowana i miała ostre krawędzie. Cały czas płynęłam za mamą, nie odzywała się do mnie, zapewne czekała na moje pytania, jednak ja nie wiedziałam, o co ją zapytać. Płynęłyśmy tak jak mówiła, wzdłuż rowu oceanicznego, który był strasznie długi i nie widać było jego końca. Nikomu nieradziłabym  też płynąć głęboko, bo wydawało się,  że nie ma dna. Stwierdziłam, że może zapytała mamę, jak wygląda to miasto. W końcu ona tam mieszkała, a ja nie.
– Mamo?
– Tak? – Wyraźnie cieszyła się, że w końcu ją o coś zapytam. Chyba miała dość tej ciszy, w gruncie rzeczy tak samo jak ja.
– Opowiesz mi jak wygląda to miasto? Bo przecież ty tam byłaś, a ja chcę trochę się dowiedzieć o tym miejscu.
– Atent to piękne miasto. Kiedy tam ostatni raz byłam miałam dwadzieścia lat – zaczęła opowiadać.
– Czyli aż siedemnaście lat temu. To bardzo dawno. Pamiętasz jeszcze coś? Ja bym raczej nic nie pamiętała. – Mam strasznie krótką pamięć, ale jeśli ona coś pamiętała, to brawa dla niej.
– Och, kochanie, Atent się nie zapomina. Jest to tak cudowne miejsce, że gdy tylko raz je odwiedzisz, nie będziesz chciała go opuszczać.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Urywek z przeszłości




–  Jesteś pewna, królowo? – zapytała  Rostell. Przebiegła, czarownica z morskiej toni.
– Tak, muszę to zrobić. Na pewno ten ktoś wie, dlaczego Liton opuścił pałac i dlaczego upozorował swoją śmierć – odpowiedziała ze spokojem Marte. Piękna królowa, która była w połowie nimfą i w połowie sereną. Nie wie ona jeszcze,  jak zostanie wykorzystana, Rostell należy do syren perfidnych,   złych i, co najważniejsze, przebiegłych. Najgorszą z jej broni wcale nie były słowa, lecz czary, inteligencja i wiedza tajemna, nikt nie wiedział tyle o pięciu królestwach, co ona. Wiedziała również o Littonie i Pilee.
– Masz całkowitą pewność, wasza wysokość?  to nie jest nieodwracalne, ale tylko jedna osoba może cię  odczarować, poza mną, oczywiście. – Rostell już zacierała ręce na myśl o tym, że Marte się zgodzi.
–  Wiem, że  żyje ona gdzieś na lądzie... Nie dostanę  się już tutaj, to pewne. Nie jako człowiek.– Marte wiedziała, co robić, ale  cóż, nie miała już tam nigdy wrócić...
– Zgadzam się na twoje warunki – powiedziała po chwili królowa.
– Tu się kochanieńka mylisz, potrzebuję twojej córki – bąknęła z roztargnieniem czarownica.
– Jak to? Nie taka była umowa – krzyknęła Marte.
– Wiem, ale eliksir nie jest prosty do zrobienia. Wybieraj córeczka za eliksir, czy nici z bycia człowiekiem i nigdy nie dowiesz się  dlaczego Liton uciekł. – Rostell już nie żartowała.
– Powiedz mi jedno: co z nią zrobisz? – Tylko to chciała wiedzieć, bo musiała się zgodzić.
– Nic jej się nie stanie. Pamiętasz Pile? Ona zostanie jej następczynią – odparła niecierpliwie czarownica.
– Dobrze zgadzam się. Przyprowadzę ci ją. Będziemy niedługo.
I Odpłynęła. Czarownica zadowolona ze swej wygranej rozsiadła się na koralowej kanapie. Chcąc, nie chcąc, zaczęła wspominać Pilee...
– Pilee, coś ty narobiła? Nauczyłam cię wszystkiego,  co powinnaś umieć Chronić! Chronić powinnaś, do tego byłaś potrzebna. Miałaś chronić pałac, a raczej całe Atent przed ludźmi, a ty co zrobiłaś? No co? Uciekłaś, wykorzystałaś to czego cię nauczyłam, ale nie myśl, że nic nie wiem, wiem gdzie jesteś. Teraz nadszedł czas zemsty. – Po chwili dodała: Oby Doren nie okazała się drugą Pilee... – wyszeptała jeszcze  sama do siebie.



* Wersja poprawiona.