Nowe opowiadanie


   Nazywam się Ari. Mam szesnaście lat i na pozór jestem taka sama jak wy. Jednak z jednym wyjątkiem pochodzę z przyszłości. Takiej przyszłości w której nikt nie chce żyć. A z resztą opowiem wam. Wy wszyscy oczekujecie wiele od przyszłości, prowadzicie mnóstwo badań na temat nowej technologi czy odkryć. Wszystko wychodzi wam na dobre, aż do pewnego czasu. Bo widzicie przyszłość w której żyję jest straszna. Nasz świat wypełniony jest cyborgami, droidami, robotami, licznymi konfliktami, brakiem najróżniejszych surowców takich jak wody, węgla, ropy jednak najgorszą rzeczą jaką sami na siebie sprowadziliśmy są kosmici. Dążycie do tego, aby odnaleźć upragnione pozaziemskie życie i je znajdziecie. Dokładnie zaczęło się to pięć lat temu w 2083 roku kiedy to sonda GR-032 dotarła do planety oddalonej 215 tysięcy lat świetlnych od Ziemi. Była dosyć dziwna nie miała kształtu kuli, tylko raczej walca do tego miała piękny kolor. Błękit. Po pewnym czasie gdy zrobiono wszystkie te dziwne pomiary odkryto, że tam znajdują się duże zbiorniki wodne. Od razu wszyscy pomyśleli, że musi tam być życie. Wiadomość ta ucieszyła wszystkich i bardzo szybko postanowiono wysłać tam astronautów. Dotarli do tej planety w niespełna sześć miesięcy. Zapytacie jak to jest możliwe, bo przecież rok świetlny trwa pięć ziemskich. Jednak kilka lat temu grupa naukowców, którzy przebywali na Antarktydzie odkryła dziwną skałę. Gdy przeprowadzono liczne doświadczenia nad jej składem okazało się, że to nie zwykła skała tylko nowy pierwiastek. Otrzymał on nazwę XB2 popularnie zwany soem, albo zagładą. Długo zastanawiano się nad jego właściwościami, aż odkryto, że można z niego zrobić paliwo i to nie byle jakie. W skrócie powiem, że
te paliwo powodowało wzrost prędkości o tak wiele, że przekraczała prędkość światła. Niestety trzeba było to kontrolować. Pomyślano wtedy, że zamiast używać go na Ziemi zastosują do odkrywania kosmosu. I tak dochodzimy to punktu wyjścia. Gdy tylko astronauci dotarli do planety nazwanej G2 spotkali kosmitów. Na początku okazali się oni mili. W prawdzie byli wyżsi od człowieka i mieli trochę wielkie głowy i strasznie duże oczy. I nie byli zieloni! Ich kolor był brzoskwiniowy. Byli bardzo mili dla nas, okazało się, że są od nas bardziej rozwinięci posiadali technologie o której my nawet nie śniliśmy. Podzielili się z nami tym. Opowiedzieli też, że już dawno zbadali cały kosmos i ma on granicę mroku. Jeszcze jej nie przekroczyli, ale nie długo to zrobią. Mówili, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Są inne rasy, ale wrogo nastawione. Zapytali czy mogą odwiedzić Ziemię ponieważ dawno tam nie byli. Ostatnio byli  gdy budowano piramidy w Egipcie, chcieli zobaczyć jak nam idzie praca bez ich pomocy. Byliśmy głupcami. Przylecieli do nas, nie mogliśmy się doczekać kiedy ich poznamy . Pomyliliśmy się do nich. kiedy przylecieli zaatakowali nas. Nie mieliśmy  się nawet jak bronić ich broń nie równała się z naszymi. Poddaliśmy się od razu. Zajęli naszą Ziemię i podporządkowali nas sobie. Jednak nie wszystkich. Stworzyliśmy ruch oporu. Działamy puki co po cichu naszym głównym zadaniem jest podkradanie broni Obcym. A naszym głównym celem jest ich zniszczenie. To na tyle jeśli odczytaliście tę wiadomość proszę spróbujcie naprawić przyszłość nie wysyłajcie tej sondy. Proszę was to jedyna nasza nadzieja, żebyście to wy  naprawili przyszłość. - Nareszcie skończyłam mówić tę wiadomość. Opowiedzenie tej historii dużo mnie kosztowało. Nienawidziłam tych przeklętych naukowców, którzy nam to zrobili. Nagle ktoś poklepał mnie po plecach. Odwróciłam się w stronę tego kogoś. A tym kimś okazała się Vivien.
- Dobra robota Ari. - Powiedziała wiedziała, że nie lubiłam opowiadać tej historii. Nienawidziła Obcych tak samo jak ja. Tylko, że dla niej okazało się to dramatyczniejsze w skutkach. Zabili jej matkę. Zeskoczyłam z taboretu na którym siedziałam.
- Choć położymy się. Jest już prawie druga w nocy. - Odezwałam się do Vivien. Działanie w ruchu oporu wiązało się z tym, że trzeba było robić to w nocy, aby nikt nie podejrzewał nas. Mieliśmy naszą bazę pod starą szopą. Bardzo długo zajęło nam wykopanie pod ziemią dołu i jeszcze ukryciu go pod klapą. Dół sięgał dziesięć metrów w dół choć pomieszczeni w którym urzędowaliśmy miało może trzy metry wysokości. Pomieszczenie też było małe cztery na pięć metrów. musieliśmy je trochę wcementowywać żeby się nie zawaliło. Wstawiliśmy sobie kilka szafek na narzędzia, stół i inne drobiazgi, które były nam potrzebne.
- Ari pożegnajmy się z Erikiem, Lukiem i Liz. - Wyrwała mnie z zamyśleń.
- A tak pewnie - odpowiedziałam. - Ej,  hej. - Zawołałam do nich, aby zwrócić ich uwagę na mnie. Potrafili tak rozmawiać, że nic ich innego nie obchodziło. Odwrócili się w moją stronę.
- My już idziemy okey? Czy jeszcze jesteśmy wam w czymś potrzebne? - Zapytałam.
- Nie możecie iść. Świetna robota Ari, naprawdę. Nikt nie zrobiłby tego lepiej. - Powiedział Luke.
- Ta tylko nie zmuszajcie mnie do tego ponownie. Bo wam coś zrobię, a teraz pozwólcie, że opuścimy was.
- Ta nie ma sprawy idź się wyśpij, sen jest najważniejszy! - Zaśmiał się Erik. Lubił sobie ze mnie żartować.
- OK! Dobranoc wszystkim. - odpowiedziała Vivi. Wszyscy coś tam odpowiedzieli. A my udałyśmy się w drogę powrotną do domu. 
   

2 komentarze:

  1. Blog naprawdę mi się podoba :)
    Czysty, przejrzysty... oczy nie bolą.
    Wyraźne literki. Nie piszesz długo = nie zanudzasz.
    Bez błędów :D I czego więcej chcieć? Obserwuję

    blog-bloggerek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń