piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 5

 Obiecałam więc proszę.

Muszę przestać się użalać nad sobą. Rozejrzałam się uważnie wokół siebie nie było nikogo. To dobrze. Spojrzałam jeszcze raz na ciało matki. Wyglądała jakby spała. Wzięłam głęboki oddech, dam sobie radę uda mi się dotrzeć do Lili. Czas płynąć, ale najpierw spojrzę po raz ostatni na mamę, patrzę, ale jej ciała tam nie ma. Jak to? Pytam samą siebie. Rozpłynęło się w powietrzu? Nie mam czasu, aby nad tym się zastanawiać.
Płynę tak jak kazała mi mam wzdłuż tego rowu oceanicznego. Jest strasznie głęboki. Spojrzałam tylko raz w dół i było tam tak głęboko aż rozbolały mnie oczy od patrzenia. Nie radzę tam wpływać, bo popłyniesz i już nie wypłyniesz.
Przypatruję się otoczeniu. Jest tu wiele do podziwiania mnóstwo wielokolorowych rybek, których nazw nie znam. Może znajdę tu błazenka. To chyba jedyna rybka, którą rozpoznaję. A wszystko to dzięki filmowi „Gdzie jest Nemo”. Uwielbiałam tę bajkę, tak jak wiele inny o podwodnym świecie. Kochałam też Arielkę obejrzałam wszystkie części tej bajki plus jeszcze wszystkie odsłony „Małej syrenki”. Błamom tego poważnie uzależniona kiedyś nawet chciałam pofarbować włosy na taki sam kolor co miała Arielka niestety spotkał się ten pomysł z radykalną odmową. Teraz zdaje mi się, że to wszystko, czyli oglądanie filmów o podwodnym świecie, ubieranie się na niebiesko czy moje długie kąpiele miały powiązanie z tym, że należę do tego właśnie świata. Nigdzie nie czułam się tak dobrze jak tutaj po wodą po mimo tego co się stało.
Nagle w oddali dostrzegam zarys miasta. To musi być Atent. Jest naprawdę wielkie. Samo dopłynięcie zajmie mi z pół godziny. Nie mam zegarka, więc nawet nie wiem, którą mamy godzinę. Może minęły trzy, cztery godziny. Odkąd przeszłam przemianę.

Facebook

 Hejka!
Tak postanowiłam utworzyć stronkę na facebooku dzięki której będziecie mogli być  na bieżąco. I jeszcze mała niespodzianka dziś dodam następny rozdział i jutro też powinien być nowy. Dzisiejszy będzie trochę krótki. Dobra nie wiem jeszcze jaki, bo może mam pół strony. No to zachęcam was do lajkowania stronki.

The new story

środa, 29 lipca 2015

Postanowienie!

                                                                              

Hejka!
Są wakacje i czasem nie za bardzo  chce mi się pisać więc musicie zadowalać się tym co dodam raz na jakiś czas. Za co was przepraszam. Mogę was pocieszyć następny rozdział o Anerys będzie w sobotę może w piątek jeśli się wyrobię. Może ktoś zauważył, że rozpoczęłam nowe opowiadanko w karcie obok więc zapraszam do zajrzenia tam. Nie wiem kiedy będą następne części (opowiadania nr 2) więc musicie być cierpliwi. Zastanawiam się nad założenia stronki na facebooku wtedy bez przeszkód moglibyście wiedzieć kiedy i co nowego dodaję. Jeśli ktoś jest za niech na pisze w komentarzu, bo nie wiem czy to ma sens. I naprawdę nie bójcie się komentować  znoszę wszystko nawet najgorszą krytykę, bo wtedy wiem czy robię to dobrze czy nie. To chyba tyle mam nadzieję, że wam się podoba to co piszę.
                                                                   
                                                                                                                           Paaa
P.S. Chcecie obrazki do postów?
 

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 4


Otaczająca mnie przestrzeń była śliczna. Wokół mnie pływało mnóstwo kolorowych rybek i koników morskich. Dno usiane było najróżnorodniejszymi muszelkami. Niektóre były  takie wielkie, że nigdy  nie podejrzewała bym, iż takie mogą istnieć. Podniosłam jedną, aby jej się dokładnie przyjrzeć. Była różowa, lekko falowana i miała ostre krawędzie. Cały czas płynęłam za mamą, nie odzywała się do mnie, zapewne czekała na moje pytania, jednak ja nie wiedziałam, o co ją zapytać. Płynęłyśmy tak jak mówiła, wzdłuż rowu oceanicznego, który był strasznie długi i nie widać było jego końca. Nikomu nieradziłabym  też płynąć głęboko, bo wydawało się,  że nie ma dna. Stwierdziłam, że może zapytała mamę, jak wygląda to miasto. W końcu ona tam mieszkała, a ja nie.
– Mamo?
– Tak? – Wyraźnie cieszyła się, że w końcu ją o coś zapytam. Chyba miała dość tej ciszy, w gruncie rzeczy tak samo jak ja.
– Opowiesz mi jak wygląda to miasto? Bo przecież ty tam byłaś, a ja chcę trochę się dowiedzieć o tym miejscu.
– Atent to piękne miasto. Kiedy tam ostatni raz byłam miałam dwadzieścia lat – zaczęła opowiadać.
– Czyli aż siedemnaście lat temu. To bardzo dawno. Pamiętasz jeszcze coś? Ja bym raczej nic nie pamiętała. – Mam strasznie krótką pamięć, ale jeśli ona coś pamiętała, to brawa dla niej.
– Och, kochanie, Atent się nie zapomina. Jest to tak cudowne miejsce, że gdy tylko raz je odwiedzisz, nie będziesz chciała go opuszczać.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Urywek z przeszłości




–  Jesteś pewna, królowo? – zapytała  Rostell. Przebiegła, czarownica z morskiej toni.
– Tak, muszę to zrobić. Na pewno ten ktoś wie, dlaczego Liton opuścił pałac i dlaczego upozorował swoją śmierć – odpowiedziała ze spokojem Marte. Piękna królowa, która była w połowie nimfą i w połowie sereną. Nie wie ona jeszcze,  jak zostanie wykorzystana, Rostell należy do syren perfidnych,   złych i, co najważniejsze, przebiegłych. Najgorszą z jej broni wcale nie były słowa, lecz czary, inteligencja i wiedza tajemna, nikt nie wiedział tyle o pięciu królestwach, co ona. Wiedziała również o Littonie i Pilee.
– Masz całkowitą pewność, wasza wysokość?  to nie jest nieodwracalne, ale tylko jedna osoba może cię  odczarować, poza mną, oczywiście. – Rostell już zacierała ręce na myśl o tym, że Marte się zgodzi.
–  Wiem, że  żyje ona gdzieś na lądzie... Nie dostanę  się już tutaj, to pewne. Nie jako człowiek.– Marte wiedziała, co robić, ale  cóż, nie miała już tam nigdy wrócić...
– Zgadzam się na twoje warunki – powiedziała po chwili królowa.
– Tu się kochanieńka mylisz, potrzebuję twojej córki – bąknęła z roztargnieniem czarownica.
– Jak to? Nie taka była umowa – krzyknęła Marte.
– Wiem, ale eliksir nie jest prosty do zrobienia. Wybieraj córeczka za eliksir, czy nici z bycia człowiekiem i nigdy nie dowiesz się  dlaczego Liton uciekł. – Rostell już nie żartowała.
– Powiedz mi jedno: co z nią zrobisz? – Tylko to chciała wiedzieć, bo musiała się zgodzić.
– Nic jej się nie stanie. Pamiętasz Pile? Ona zostanie jej następczynią – odparła niecierpliwie czarownica.
– Dobrze zgadzam się. Przyprowadzę ci ją. Będziemy niedługo.
I Odpłynęła. Czarownica zadowolona ze swej wygranej rozsiadła się na koralowej kanapie. Chcąc, nie chcąc, zaczęła wspominać Pilee...
– Pilee, coś ty narobiła? Nauczyłam cię wszystkiego,  co powinnaś umieć Chronić! Chronić powinnaś, do tego byłaś potrzebna. Miałaś chronić pałac, a raczej całe Atent przed ludźmi, a ty co zrobiłaś? No co? Uciekłaś, wykorzystałaś to czego cię nauczyłam, ale nie myśl, że nic nie wiem, wiem gdzie jesteś. Teraz nadszedł czas zemsty. – Po chwili dodała: Oby Doren nie okazała się drugą Pilee... – wyszeptała jeszcze  sama do siebie.



* Wersja poprawiona.


Przepraszam...

 Hej!
Tak przepraszam, że nic tu nie dodawałam nowego, ale byłam zajęta, a jak już się  zabierałam, żeby coś napisać to zabierali prąd. :( Postanowiłam dodać wam takie wtrącenie po między rozdziałami. Nie wiem jak to nazwać, ale taki urywek z przeszłości, będą pojawiać się co pewien czas. I za to, że mnie tak długo nie było postanowiłam, że w tym tygodniu będą aż trzy nowe rozdziały.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Systematyczność!

 Hejka!
Systematyczność. Tak właśnie, chciałabym wprowadzić jakąś regułę wstawiania nowych  rozdziałów. Więc moglibyście w komentarzach lub w ankiecie pisać w jaki dzień chcielibyście nowy rozdział. Osobiście proponowałabym sobotę albo niedzielę, ale to zależy od was. Proszę was, abyście też komentowali moje "opowiadanie", wyrażali swoją opinię, bo to wpływa na to, że mi się chce pisać dla was.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 3



Gdy wpadłam do morza myślałam, że się utopię. Zanurzyłam się  gwałtownie, ale jednak przeżyłam. Tylko dziwił mnie fakt, że umiałam oddychać pod wodą i czułam delikatne mrowienie w nogach. Spojrzałam na nie myśląc, że będą tam moje nogi, ale w ich miejscu zobaczyłam rybi ogon. Bardzo ładny krwisto czerwony, ale jak to się stało? Próbowałam odszukać wzrokiem mamy. I znalazłam ją, siedziała na skale i patrzyła się na mnie jak ja dziwię się samej sobie . Przez chwilę wpatrywałam się w nią. Zauważyłam, że ma taki sam ogon tylko w jeszcze bardziej czerwonym odcieniu.Odruchowo dotknęłam swojego ogona, był śliski i lekko chropowaty. Nie zauważyłam tego wcześniej, ale każda łuska była innego koloru, może źle to określiłam. Po prostu łuski miały najróżniejsze odcienie czerwonego, co dawało piorunujący efekt. Powoli podpływam do mamy, nie byłam wprawiona w byciu połowie rybą i w połowie człowiekiem.  Spojrzałam na nią, ale ona nie mówiła nic. Postanowiłam złamać ciszę.
– Wytłumaczysz mi to, bo chyba już nadszedł czas na wyjaśnienia?
– Tak, teraz już nadszedł. Przepraszam, że ci nic nie mówiłam, o tym, kim możesz się stać, ale to przez to, że istniał cień szansy, iż się nie przemienisz. Ale gdy tylko zawołałaś mnie dziś rano doznałam szoku, a właśnie, spójrz na swoje włosy. Odzyskały kolor.
– Naprawdę? – zapytałam lekko się dziwiąc, ale chwyciłam pasmo włosów i wlepiłam w nie wzrok . Były znowu blond.
– Odczarowały się – powiedziałam. – Skąd wiedziałaś, że to zadziała? – zapytałam.
– Och, kochanie, może stąd, że sama to przeżyłam? Teraz mi powiedz, co chcesz wiedzieć, a potem ruszamy, bo mój czas jest bardzo ograniczony – mówiła to ze smutkiem.
– No nie wiem. – Zastanawiałam się o co mogłabym zapytać: o jej młodość? O to, gdzie będziemy płynąć? Czy może o to, aby wyjaśniła wszystko od początku: jak to się stało, że żyłyśmy na lądzie, a nie tu. I na to się zdecydowałam.
– Opowiedz mi o wszystkim. Jak to w ogóle się stało, że mieszkałyśmy na lądzie, a nie tutaj?
– No dobrze, ale ta opowieść jest długa.
– Mamy przecież trochę czasu – odpowiedziałam. W sumie zastanawiałam się, od czego zacznie.
– Opowiem ci tylko część historii, bo resztę opowie ci Lili. Ona zna całą historię, więc będziesz mogła zapytać ją, o co tylko chcesz.
– Tak. Tylko mam jedno pytanie: kto to jest Lili? – W tym o to świecie można było podejrzewać wszystko. I chciałam mieć pewność, że nic mi się nie stanie u tej Lili. Imię może brzmiało niewinnie, ale skąd miałam wiedzieć, czy to nie jakiś morski potwór, który chciałby mnie pożreć, zaraz po tym, jak tylko uraczy mnie jakąś opowiastką.
– Lili? Lili to moja dobra stara przyjaciółka, jest syreną, tak jak ty! Jak ja za nią tęsknię, ale dość o tym, chciałaś, żebym ci wyjaśniła. Otóż, pamiętasz swoją babcie i dziadka? Zawsze zastanawiałaś się, dlaczego tak dziwnie mają na imię, bo widzisz Liton – twój dziadek – uciekł przed tym, co miało go spotkać tutaj, ale niestety nigdy mi nie powiedział, co to było. Podczas swojej ucieczki spotkał Pilee – twoją babcię – która zajmowała się czarami. Ona też chciała uciec z powodu jej matki – Rosttel. Postanowiła, że zamieni ich w ludzi, bo to było bezpieczniejsze niż wieczna ucieczka. Nadal trzeba na nią uważać. Rosttel jest najgorszą z  syren, jeśli cię rozpozna, to już po tobie, ale myślę, że raczej nie jesteś podobna do Pilee. Prędzej rozpoznałaby mnie, ale je się to nie uda. Liton zakochał się w Pilee i pobrali się nim urodziłam się ja. Żyliśmy sobie spokojnie do moich szesnastych urodzin, kiedy to zaczęłam się przemieniać. Niestety – moja przemiana była inna. Bardziej gwałtowniejsza od twojej. Najpierw zaczęłam się dusić, potem było coraz gorzej, miałam wysypkę i moja skóra zaczęła schodzić. Gdy tylko Pilee zorientowała się, co zrobić, było już za późno. Jedynym sposobem, aby naprawić szkody, było zostanie w morzu przez rok. Było to dość ryzykowne. Pilee pokazała mi ten świat, który jest taki piękny. Niestety, gdy minął rok i wróciłam na ląd dziwnie się czułam. Tęskniłam za morzem, bo tam poznałam Lili –  lubiłam ją. Ubłagałam matkę, aby nauczyła mnie czarów i robienia eliksiru przemiany. Często wracałam do morza, do miast tutaj ukrytych i do Atent – stolicy królestwa Atlantyckiego. Jednak pewnego dnia pewna syrena-czarownica – swoją drogą powinnaś wiedzieć, że tylko czarownice mają fioletowe ogony – zawołała do mnie Pilee, a ja jej odpowiedziałam, że nie jestem żadną Pilee. Lecz ona zamiast mnie zostawić, krzyknęła „nie kłam, Pilee, wiedziałam, że wrócisz”, i wtedy głupia ja powiedziałam, że jestem Loria i chyba mnie pani pomyliła z moją mamą, Pilee, byłyśmy strasznie podobne. Gdy skończyłam jej tłumaczyć, to rzuciła się na mnie, zdołałam uciec dzięki czarom, niestety nie zdołałam ochronić się przed klątwą. Klątwą, która mówiła, że jeśli jeszcze raz się przemienię umrę.
I tu jej przerwałam, nie mogłam dalej tego słuchać. Jak moja matka może umrzeć, jak?!
– Mamo, ale ty nie możesz umrzeć – powiedziałam  stanowczo.
– Niestety tak. Nawet już to czuję. Razem z moją matką próbowałyśmy wielu różnych zaklęć, niestety klątwa była zbyt potężna, aby ją odczarować.
– No, ale ja mam tyle pytań. Kto mi na nie odpowie? – Miałam masę pytań, ale jeśli to jest prawda, to co? Gdzie ja się podzieję, nie znam tu nikogo, oprócz Lili, z opowieści, którą mam znaleźć.
– Spokojnie – czasu powinno nam starczyć, abym ci wytłumaczyła gdzie leży Atent i jak tam się dostać, i znaleźć Lili. Bo ona o wszystkim wie – kiedy stało się to jasne, że klątwy nie da się odwrócić poprosiłam Pilee, aby znalazła Lili i dała jej mój list ze wszystkimi wyjaśnieniami – odpowiedziała mi. .
– Dobrze, to może płyńmy już do tego Atent. I opowiesz mi o tej sławnej Lili, co zna wszystkie tajemnice – próbowałam rozluźnić atmosferę, panującą wokół nas po tej opowieści.
– Tak, może trochę ci jeszcze poopowiadam o tym, jak dotrzeć do Atent. Widzisz te skały? – zapytała, pokazując ręką w dal, gdzie znajdują się duże skały oblepione wodorostami.
 – Tak, widzę. – powiedziałam i nadal wpatrywałam się w te skały, myśląc, że może nagle  tam się coś pojawi.

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 2.



2.



– Jesteś gotowa? – Z dołu dobiegł mnie głos mamy.
– Już, zaraz schodzę. Nie miałam pojęcia, jak się ubrać, bo nawet nie wiedziałam, gdzie jedziemy,  i co będziemy robić. Byłam przerażona . Może mama chciała mnie zabrać do jakiegoś dziwnego ośrodka dla mutantów, albo dla istot paranormalnych, i co wtedy ze mną zrobią? Zamkną w klatce i będą oglądać jak zwierzę w zoo?
Ubrałam się jak zawsze, czyli na niebiesko. Od dziecka odczuwałam taką potrzebę Zdarzały się pojedyncze wyjątki, jak biała bluzka, czarna spódnica czy inne rzeczy, ale jak by na to nie patrzeć, w mojej szafie zawsze królowały błękity . Pasowały mi one idealnie do oczu, które również były lazurowe . Nawet w szkole nadano mi się cudowny przydomek – księżniczki oceanu. Skąd to wytrzasnęli? Nie mam pojęcia, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, jak te siwe włosy
– Gdzie jedziemy? – zapytałam, kiedy z wdziękiem ameby wsiadłam do auta. Mama już wycofywała samochód  z podjazdu do naszego małego domku. Najwyraźniej chwila ciszy, która ciągnęła się niemiłosiernie nie miała zostać przerwana odpowiedzią na moje pytanie. Zresztą, jak zwykle mama miała mnie gdzieś,  więc uznałam, że będę dalej wpatrywała się w krajobraz za oknem, który znałam od dziecka. Pola, łąki i pastwiska, lasy najróżnorodniejsze kwiaty w ogródkach, wszystko się tutaj znajdowało . W tej okolicy nie było niczym dziwnym to, że ktoś miał szklarnię, w której hodował palmę kokosową. Nasze małe miasteczko należało do klasy letnich domków bogaczy. Stanowili oni większość naszego miasteczka, ale i tak  cieszyliśmy się z tego, co mieliśmy, bo do szczęścia nie są potrzebne za duże pieniądze. Czasami wystarczy oddać się woli Boga.
Patrzyłam nadal przez szybę samochodu i nagle zauważyłam pastwisko owiec.  Nie myślcie sobie, że owce to małe, puchate, miłe stworzonka, o nie. Kiedy miałam, może z sześć lat, byłam na wycieczce w zoo.  To nic niezwykłego, ale dla sześciolatki, która nie widziała żadnych zwierząt oprócz psa i kota, było to nie lada przeżycie. W tym zoo, był jeszcze mniejszy ogród zoologiczny  dla dzieci, można tam było pogłaskać źrebię, osiołka no i owcę. Rzuciłam się pierwsza na owieczkę, myślałam, ze jej sierść to wata cukrowa. Wyglądała tak apetycznie! Dotknęłam jej, a ona w podzięce za to, że ją przytulałam, wygłaskałam ugryzła mnie w ucho i ośliniła. Niestety ugryzienie owcy zabolało i popłakałam się . Nienawidzę owieczek do dziś, ale one prześladują mnie na każdym kroku, poważnie . Idę do kina, a tam cudowny plakat filmu „Baranek Shaun” .  Z mojej owczej  refleksji wyrwała mnie mama.
– Kochanie, ja wiem, jak to może wyglądać, ale spokojnie, dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
– W swoim czasie? – prychnęłam. Miałam dowiedzieć się po drodze!  Może ociupinkę przesadziłam z tonem w głosie… Ups
– Nie tym tonem, moja panno, bo się niczego nie dowiesz – powiedziała niby spokojnie, lecz w jej głosie było słychać groźbę.
– Trudno. A z resztą jak tam sobie chcesz – odburknęłam, odwracając  się w stronę okna, by znów podziwiać widoki. Zanurzyć się w świecie własnych rozmyślań. Lubiłam moją samotność. Na dobrą sprawę rzadko rozmawiałam z mamą, zawsze była zajęta, albo miała na głowie ważne sprawy do załatwienia. Zawszę udawałam, że nic się nie dzieję, kiedy zostawiała mnie dla jakiejś ważnej sprawy, ale w głębi duszy miałam pustkę i dusiłam się samotnością. Nikła więź matki z córką ciągle stawała się coraz cieńsza, zastanawiałam się, kiedy pęknie. Bo nie tęskniłam za mamą, gdy wyjeżdżała . Pustkę zastępowałam mnóstwem książek, oglądałam masę filmów, ale też uczyłam się, aby osiągnąć coś wielkiego. Wiedziałam, że koleżanki zazdrościły mi tego, iż moja mama pozwalała mi na prawie wszystko, że zostawiała mnie w domu samą nawet na kilka dni. Wiecie  co się dzieje, kiedy musisz spać sama w domu? Nagle wszystko staje się żywe, zaczynają istnieć rzeczy, które teoretycznie nie powinny egzystować i pojawiają się zjawy. Tak, tak zjawy, dziwne cienie, które przemieszczają się i mogą cię pożreć. Do rzeczywistości przywołał mnie głos mamy.
– Dojechałyśmy.
Wyglądałam przez okno, ale nawet nie zorientowałam się, że zmienił się krajobraz za oknem. I nie uwierzycie, zobaczyłam morze. Dla niektórych może wydać się to dziwne, ale mi nie wolno było wyjeżdżać nad wodę, jedynym wyjątkiem była szkolna wycieczka w czwartej klasie. O dziwo, pozwolono mi na nią jechać. Nigdy nie zapomnę tego, że jako jedyna zbierałam muszelki i wróciłam z dwoma pełnymi torbami. Wszyscy mieli ze mnie świetny ubaw.
– Wychodź już – krzyknęła do mnie, nawet nie zorientowałam się, kiedy wysiadła, bo zachwycałam się piękną, błękitną taflą wody. Możecie uznać mnie za dziwaczkę, no ale zawsze morzę wygląda cudownie, jakie by nie było.  Wyszłam z samochodu. Plaża była czysta, mimo że odznaczała się  dosyć dziwne, przeważnie plaże są strasznie brudne, ale w końcu mamy listopad, a w tym miesiącu nie ma tak wielu turystów. Po mimo tego w okolicy nie znajdował się  żaden domek, hotel ani restauracja. Kompletne odludzie.  Rozglądając się po okolicy zapomniałam o tym, że miałam się rozebrać. Tak nie ma to jak striptiz na plaży przy dziesięciu stopniach Celsjusza . No, ale jak kazano to, co miałam zrobić? Przecież chciałam pozbyć się tych siwych włosów.
– Mamo, ale ja się przeziębię, jest tak strasznie chłodno – jęknęłam, ale tak naprawdę bałam się, czy ktoś nas zobaczy, no  bo to by było strasznie głupie. Każdy bałby się, że ktoś go będzie podglądać .
– To tylko na chwilę. Już, pośpiesz się, nie mamy wieczności! – Sama była już prawie całkiem nago.
– No dobra, ale jeśli ktoś nas zobaczy, to ja pierwsza uciekam. – Zaczęłam się rozbierać. To straszne robić to  przy własnej matce. Nie przyglądała się mi, na szczęście, ja jej też zbytnio nie, ale kontem oka dostrzegłam, że z torebki wyjmuje jakieś dziwne pudełko. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, a przeważnie wiedziałam, co posiadała mama. Nie przeszukiwałam jej sypialni, ale po prostu ktoś musiał tam sprzątać. Więc trochę wiem, co ma, w jakim miejscu trzyma na przykład swój pamiętnik – a trzyma go w dolnej szufladzie komody, pod swetrami. Nigdy go nie przeczytałam. Chciałam, ale był zamknięty na klucz. Znowu można się zdziwić, że dorosła osoba pisze pamiętnik, no ale przecież  kto komu zabroni?
– Już. Po co to wszystko? Mogłyśmy tylko pofarbować włosy, a nie jechać aż tu – powiedziałam.
– Jejku! Choć tu już. I nie marudź. – Mama była w podłym nastroju.  Obróciłam się i udałam się w stronę morza. Nagle stanęłam jak wryta . Mama złamała złotą zasadę, jaką wpajała mi przed wyjazdem w  czwartej klasie: „Nigdy, pod żadnym pozorem nie wchodź do wody”. Ona ją złamała. Jednak skoro ona kazała mi to zrobić, nie będę się kłócić. Weszłam powoli do wody. Myślałam, że będzie (bez "w morzu") o tej porze roku jest zimna, a ona była dla mnie, o dziwo, ciepła. Chyba miałam jakieś omamy. Jak tylko stąd wyjedziemy pierwsze, co zrobię, to pójdę do psychiatryka. Lepiej niech zaczną przegotowywać mi łóżko.
  Szybciej już nie można było? – Nastrój mamy nadal był dziwny. – Tylko tego nie upuść. –  Podała mi pudełko, które widziałam wcześniej. Z bliska wydawało się jakieś inne, było w kształcie  małży, tylko nie białego koloru, a różowego. Ciekawe, czy w środku znajdę perłę? Otworzyłam je powoli i zauważyłam, że na takiej jakby wyściółce, leżała  ładna, owalna kulka, która nie była perłą. Perły nie mają odcienia lekkiego różu. Z tego gapiostwa wyrywał mnie głos mamy.
  Teraz słuchaj uważnie. Połknij ją i bardzo szybko zanurz się w wodzie, bardzo, ale to bardzo głęboko.
  Mamo, ja nie potrafię nawet połknąć witaminy C, jak mogę połknąć coś takiego? A po za tym nie utonę?
Zawszę byłam strasznie lękliwa, powinna to wiedzieć i nie kazać mi połykać takiej tabletki!
– Oj, już nie marudź. Chodź raz zrób o to, o co cię proszę i zaufaj mi. – Łatwo jej mówić, po za tym nie ufałam jej zbytnio, raczej nie ufa się komuś, kto zostawia cię na tydzień lub dwa samą w domu.  No, więc przyglądałam się mojej „tabletce” nie wiedząc, co ze mną zrobi. Spojrzałam na mamę, a ona wysłała mi spojrzenie w stylu „masz to połknąć, nie jesteś dzieckiem, nie mamy czasu”. Połykać od razu? Nie, to nie w moim stylu, delikatnie rozpuściłam ją na języku. Miała posmak soli zmieszanej z czymś bardzo ostrym. Na pewno jadłam to kiedyś, niestety nie mogłam przypomnieć sobie, co to było. Gdy to połykam  mało się nie zadławiłam. Natychmiast pochyliłam się do przodu i wpadłam do morskiej toni.



czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 1.



                                                                             1.


–  Jejku… Czy ten budzik, choć raz mógłby nie zadzwonić, spóźniłabym się do szkoły i nie musiałabym do niej  iść. – Marudzenie było moim ulubionym zajęciem, zaraz po gadaniu samej do siebie. Wiem, to głupie!
– Anerys! Wstawaj, bo zaraz  się spóźnisz! – Mama była rannym ptaszkiem, niestety moja osoba już nie. Ale kto był takim geniuszem i musiał wprowadzić, że lekcje zaczynają się o ósmej ? Kto? Znajdę go i coś mu  zrobię, nie wiem tylko  co. Spokojnie dajcie mi chwilę, wymyślę za lada moment taką zemstę, że po prostu cały świat mnie pozna. Tamtego dnia byłam  za bardzo wredna. Ogarnij się Anerys. Raz, dwa, trzy. Idealnie.
– Dobrze,  już schodzę, daj mi tylko się  ubrać i zejdę na śniadanie. – Celowo powiedziałam to głośniej, nie lubiłam gotować i miałam nadzieję, że mama mi zrobi pyszne śniadanko. Idąc do łazienki potykałam  się o różne rzeczy, porozwalane na podłodze. Był wtedy  czwartek, więc dzień sprzątania miał nadejść  dopiero za dwa dni. Nienawidzę sprzątać, traktuję to jak zło konieczne.  Choć naprawdę mój pokój był mały i przytulny panował w nim chaos. Kiedy tylko zapraszałam moją najlepszą przyjaciółkę – Ami –   do siebie, ona zawsze mówiła jedną i tę samą kwestię:
– An. Tutaj jest tak słodko, że aż mnie mdli. Można po prostu rzygać tęczą. Białe meble, fioletowe ściany i różowe dodatki. Czuję się jak w bajce z księżniczkami. Zrób coś z tym! – W tamtym momencie wpadałyśmy w wielkie rozbawienie. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, nie czekaj, wróć, jesteśmy, choć teraz ona jest na wymianie uczniowskiej. Ja nie mogłam pojechać, bo zgadnijcie, co? Raczej kto, moja mama, Loria, zapytana o to powiedziała tak:
– Chyba śnisz, nie puszczę cię  na miesiąc na drugi kontynent samej, tylko dlatego, że masz zaproponowaną wymianę. Przypomnij mi, gdzie to jest?
– Mamo, mamusiu! Puść mnie, proszę, to tylko miesiąc i po za tym, nie będzie cię przez prawie połowę miesiąca, bo wyjeżdżasz w sprawach służbowych. – Nigdy, ale to nigdy, nie pragnęłam wyjechać z tamtego miejsca tak, jak w tamtej chwili, ale jak zwykle ostatnie słowo posiadała mama.
– Nie i koniec, żadnych zbędnych dyskusji! – Teraz  już krzyczała. Jeśli tak krzyczy, to znaczy: „Lepiej idź do pokoju i o tym zapomnij” . Było tak zawsze, kiedy mówiłam nawet o zwyczajnym wyjeździe. Bała się czegoś, tylko nigdy nie mówiła, czego.
Będąc w łazience umyłam twarz i odruchowo spojrzałam w lustro. Odebrało mi mowę. Nie, nie byłam obsypana pryszczami czy wysypką. Nie posiadałam żadnej blizny na czole. Nic z tych rzeczy. Przyjrzałam się jeszcze raz, tym razem uważniej, jakbym chciała się upewnić, czy to się dzieje naprawdę. Delikatnie dotknęłam moich włosów, na szczęście nie wypadały, ale spotkała je straszna rzecz – po moim ślicznym, blond kolorze nie zostało nic. Serio, nic, mój kolor wyblakł, stał się siwy, albo nie, kolor, który by je opisywał to raczej biały, bielusieńki. I jak ja miałam żyć? Jedynym sposobem, jaki teraz przychodzi mi na myśl, było to:
– MAMO! Choć  szybko na górę! – wydarłam się na cały dom. Nie ważne, że po takim czymś miało mnie boleć gardło. Słyszałam mamę, wchodzącą po schodach.
– Jeśli chcesz, żebym zrobiła ci ka …– urwała w połowie zdania, zauważyła moje cudne włosy. I doznała strasznego szoku. Naprawdę nigdy tego nie widziałam, żeby coś ją na tyle zaszokowało. Może kiedyś w przeszłości, ale ja jej nie widziałam.
Teraz jej zdumienie przeszło w bezmyślne wpatrywanie się we mnie. To było straszne. W końcu przełamałam się i przerwałam panującą wokół nas ciszę.
– Mamo, nie gap się na mnie tak, jakbym bym była nie wiadomo  kim  albo jakimś monstrum. To tylko naturalna, przyśpieszona siwizna. Spokojnie, tylko coś powiedz. – Jeśli czegoś nie powie, to po prostu zwariuję. Polecę na Alaskę i już nie wrócę  albo zamieszkam z pingwinami, może uznają mnie za swoją i wykarmią. Jednak po dłuższej chwili milczenia odezwała się.
– Ostrzegała mnie, że tak to może się skończyć. Mówiła mi, że to bardzo prawdopodobne. Dlaczego ja jej wtedy nie słuchałam? – mówiła bardzo szybko, i bardziej sama do siebie, niż do mnie.
– Ja tu jestem! Czego nie słuchałaś mamo? – zapytałam, lecz  chodziło mi po głowie inne pytanie: czy ona wiedziała, kim się stałam?
– Kochanie potem ci wyjaśnię. Musisz się ubrać i wyjeżdżamy – oświadczyła.
– Jak to? Wyjechać z powodu moich włosów? Zaczekaj, wystarczy kupić farbę do włosów i już damy sobie radę. – Jak zwykle mój optymizm musiał ujawniać się w kryzysowych sytuacjach. Wcale nie pomagasz optymizmie!, skarciłam się w myślach . Zaraz po prostu zwariuję. Nie miałam pojęcia, kto ostrzegł moją matkę i przed czym. I do tego moje żałosne imię, którego pochodzenia nie zna nikt. Anerys – tego imienia nikt dobrze nie wymawiał, dzieciaki często się myliły, gdy je wymawiały.  Powstało, więc takie ładne zdrobnienie – An – i już nie przedstawiałam się jako Anerys, tylko skrótem . O! Mam jeszcze jedną nowinę, nigdy nie widziałam własnego ojca. Mama mało o nim mówiła.  Po prostu wyjechał i nie wrócił… Czasami się dziwię, że nie jestem w psychiatryku. Idealnie bym się tam wpasowała. Dziwne imię, szalony kolor włosów, nieprawdopodobna historia.
– Dobrze, w takim razie idę do sklepu po farbę. Na pewno jest tu jakaś sukienka, założę ją i pójdę do sklepu. Jaki to ja miałam odcień włosów? Lepszy będzie jasny blond czy, ojej, nie znam żadnych szczególnych barw! Nigdy nie farbowałam włosów.
– Nigdzie nie idziesz! Zostajesz w domu, a nawet gdybyś próbowała przefarbować włosy , to ci się nie uda. – Tak mamo, bo ci uwierzę.
– Bo uwierzę. Jak ja się pokażę? Co teraz? Mam się przebrać za staruszkę i udawać własną babkę? – Nie mogłam znieść tego, że moja mama nie chce mi niczego powiedzieć. Miałam zamiar za chwilę pójść  do łóżka, zasnąć i nic, przyrzekłam sobie, nie obudzi mnie przed sześćdziesiątką!
- Teraz proszę cię, oszczędź mi swoich wybuchów złości. Ubierz się, a po drodze wszystko ci wyjaśnię – mówiła już ze stoickim  spokojem, bardzo typowym dla niej. Nigdy nie zobaczylibyście pani Lorii w furii, czy jakimś ataku paniki . Nawet, gdy siedziała ze mną w gabinecie dyrektorki, słuchając o moim najnowszym wybryku, nigdy nie traciła swojego opanowania. Podziwiałam ją za to.
Zeszła już  na dół. Zaczęłam się ubierać,  słyszałam tylko głos mamy rozmawiającej przez telefon. Z kim? Tego nie wiem.

Na początek

Hej!
Czasami piszę coś tam sobie i w końcu zebrałam się na odwagę to opublikować. Więc będę wam publikować moje "opowiadanie". Nie wiem czym ono będzie więc potraktujcie to jak chcecie jako jakieś fan fiction czy miła poczytajka. Oceńcie sami czy mam to sens dalej pisać. Bo ja to naprawdę nie wiem. Sama nie potrafię tego ocenić.

P.S. Wszystkie imion w moim "opowiadaniu" wymyślałam sama więc mogą wydać wam się głupie, ale nie mogłam wybrać jakoś innych, realnych.