1.
– Jejku… Czy ten budzik, choć raz mógłby nie zadzwonić,
spóźniłabym się do szkoły i nie musiałabym do niej iść. – Marudzenie
było moim ulubionym zajęciem, zaraz po gadaniu samej do siebie. Wiem, to głupie!
– Anerys! Wstawaj, bo zaraz się spóźnisz! –
Mama była rannym ptaszkiem, niestety moja osoba już nie. Ale kto był takim
geniuszem i musiał wprowadzić, że lekcje zaczynają się o ósmej ? Kto? Znajdę go i coś mu zrobię, nie wiem tylko co.
Spokojnie dajcie mi chwilę, wymyślę za lada moment taką zemstę, że po prostu cały świat mnie
pozna. Tamtego dnia byłam za bardzo wredna.
Ogarnij się Anerys. Raz, dwa, trzy. Idealnie.
– Dobrze, już schodzę, daj mi tylko się ubrać i zejdę na śniadanie. – Celowo powiedziałam to
głośniej, nie lubiłam gotować i miałam nadzieję, że mama mi zrobi pyszne
śniadanko. Idąc do łazienki potykałam się o różne rzeczy, porozwalane na podłodze. Był wtedy czwartek, więc dzień sprzątania miał nadejść dopiero za dwa
dni. Nienawidzę sprzątać, traktuję to jak zło konieczne. Choć naprawdę mój pokój był mały i przytulny panował w nim chaos.
Kiedy tylko zapraszałam moją najlepszą przyjaciółkę – Ami – do siebie, ona zawsze mówiła jedną i tę samą kwestię:
– An. Tutaj jest tak słodko, że aż mnie mdli. Można po prostu rzygać
tęczą. Białe meble, fioletowe ściany i różowe dodatki. Czuję się jak w bajce
z księżniczkami. Zrób coś z tym! – W tamtym momencie wpadałyśmy w wielkie rozbawienie. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami,
nie czekaj, wróć, jesteśmy, choć teraz ona jest na wymianie uczniowskiej. Ja
nie mogłam pojechać, bo zgadnijcie, co? Raczej kto, moja mama, Loria, zapytana o to
powiedziała tak:
– Chyba śnisz, nie puszczę cię na miesiąc na drugi kontynent samej, tylko
dlatego, że masz zaproponowaną wymianę. Przypomnij mi, gdzie to jest?
– Mamo, mamusiu! Puść mnie, proszę, to tylko miesiąc i po
za tym,
nie będzie cię przez prawie połowę miesiąca, bo wyjeżdżasz w sprawach
służbowych. – Nigdy, ale to nigdy, nie pragnęłam wyjechać z tamtego miejsca tak, jak w tamtej chwili, ale
jak zwykle ostatnie słowo posiadała mama.
– Nie i koniec, żadnych zbędnych dyskusji! – Teraz już
krzyczała. Jeśli tak krzyczy, to znaczy: „Lepiej idź do pokoju i
o tym zapomnij” . Było tak zawsze, kiedy mówiłam nawet o zwyczajnym wyjeździe. Bała się czegoś, tylko nigdy nie
mówiła, czego.
Będąc w
łazience umyłam twarz i odruchowo
spojrzałam
w lustro. Odebrało mi mowę. Nie, nie byłam obsypana pryszczami czy wysypką. Nie posiadałam żadnej blizny na
czole. Nic z tych rzeczy. Przyjrzałam się jeszcze raz, tym razem uważniej, jakbym chciała się
upewnić, czy to się dzieje naprawdę. Delikatnie dotknęłam moich włosów, na szczęście nie wypadały, ale spotkała
je straszna rzecz – po moim ślicznym, blond kolorze nie zostało nic. Serio, nic, mój kolor wyblakł, stał się siwy, albo nie, kolor, który by je opisywał to raczej biały, bielusieńki. I jak ja miałam żyć? Jedynym
sposobem, jaki teraz przychodzi mi na myśl,
było to:
– MAMO! Choć szybko na górę! – wydarłam się na cały dom. Nie ważne, że po takim czymś miało
mnie boleć gardło. Słyszałam mamę, wchodzącą po schodach.
– Jeśli chcesz, żebym zrobiła ci ka …– urwała w połowie zdania, zauważyła moje cudne włosy. I doznała strasznego szoku. Naprawdę nigdy tego nie widziałam, żeby coś ją na tyle zaszokowało. Może kiedyś w przeszłości, ale ja jej nie widziałam.
Teraz jej
zdumienie przeszło w bezmyślne wpatrywanie się we mnie. To było straszne. W
końcu przełamałam się i przerwałam panującą wokół nas ciszę.
– Mamo, nie gap się na mnie tak,
jakbym bym była nie wiadomo kim albo
jakimś monstrum. To tylko naturalna, przyśpieszona siwizna. Spokojnie, tylko coś powiedz. – Jeśli czegoś nie
powie,
to po prostu zwariuję. Polecę na Alaskę i już nie wrócę albo
zamieszkam z pingwinami, może uznają mnie za swoją i wykarmią. Jednak po dłuższej chwili milczenia odezwała
się.
– Ostrzegała mnie, że tak to może się skończyć. Mówiła mi,
że to bardzo prawdopodobne. Dlaczego ja jej wtedy nie słuchałam? – mówiła bardzo
szybko,
i bardziej sama do siebie, niż do mnie.
– Ja tu jestem! Czego nie słuchałaś mamo? – zapytałam, lecz chodziło
mi po głowie inne pytanie: czy ona wiedziała, kim się stałam?
– Kochanie potem ci wyjaśnię. Musisz się ubrać i wyjeżdżamy
– oświadczyła.
– Jak to? Wyjechać z powodu moich włosów? Zaczekaj, wystarczy kupić
farbę do włosów i już damy sobie radę. – Jak zwykle mój optymizm musiał ujawniać się w kryzysowych
sytuacjach. Wcale nie pomagasz optymizmie!,
skarciłam się w myślach . Zaraz po prostu
zwariuję. Nie miałam pojęcia, kto ostrzegł moją matkę i przed czym. I do tego
moje
żałosne imię, którego pochodzenia nie zna nikt. Anerys – tego imienia nikt
dobrze nie wymawiał, dzieciaki często się myliły, gdy je wymawiały. Powstało, więc takie ładne zdrobnienie – An – i już nie
przedstawiałam się jako Anerys, tylko skrótem . O! Mam jeszcze jedną nowinę, nigdy nie widziałam własnego
ojca. Mama mało o nim mówiła. Po prostu wyjechał i nie wrócił… Czasami się dziwię, że
nie jestem w psychiatryku. Idealnie bym się tam wpasowała. Dziwne imię, szalony
kolor włosów, nieprawdopodobna historia.
– Dobrze, w takim razie idę do sklepu po farbę. Na pewno
jest tu jakaś sukienka, założę ją i pójdę do sklepu. Jaki to ja miałam odcień
włosów? Lepszy będzie jasny blond czy,
ojej, nie znam żadnych szczególnych barw! Nigdy nie farbowałam
włosów.
– Nigdzie nie idziesz! Zostajesz w domu, a nawet gdybyś
próbowała przefarbować włosy , to ci się nie uda. – Tak mamo, bo ci uwierzę.
– Bo uwierzę. Jak ja się pokażę? Co teraz? Mam się przebrać za
staruszkę i udawać własną babkę? – Nie mogłam znieść tego, że moja mama nie chce mi niczego
powiedzieć. Miałam zamiar za
chwilę pójść do łóżka, zasnąć i nic, przyrzekłam sobie,
nie obudzi mnie przed sześćdziesiątką!
- Teraz proszę
cię,
oszczędź mi swoich wybuchów złości. Ubierz się, a po drodze wszystko ci
wyjaśnię – mówiła już ze stoickim spokojem, bardzo typowym dla niej. Nigdy nie
zobaczylibyście pani Lorii w furii, czy jakimś ataku paniki . Nawet,
gdy siedziała ze mną w gabinecie dyrektorki, słuchając o moim najnowszym wybryku, nigdy nie traciła
swojego opanowania. Podziwiałam ją za to.
Zeszła już na dół.
Zaczęłam się ubierać, słyszałam tylko
głos mamy rozmawiającej przez telefon. Z kim?
Tego nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz