sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 3



Gdy wpadłam do morza myślałam, że się utopię. Zanurzyłam się  gwałtownie, ale jednak przeżyłam. Tylko dziwił mnie fakt, że umiałam oddychać pod wodą i czułam delikatne mrowienie w nogach. Spojrzałam na nie myśląc, że będą tam moje nogi, ale w ich miejscu zobaczyłam rybi ogon. Bardzo ładny krwisto czerwony, ale jak to się stało? Próbowałam odszukać wzrokiem mamy. I znalazłam ją, siedziała na skale i patrzyła się na mnie jak ja dziwię się samej sobie . Przez chwilę wpatrywałam się w nią. Zauważyłam, że ma taki sam ogon tylko w jeszcze bardziej czerwonym odcieniu.Odruchowo dotknęłam swojego ogona, był śliski i lekko chropowaty. Nie zauważyłam tego wcześniej, ale każda łuska była innego koloru, może źle to określiłam. Po prostu łuski miały najróżniejsze odcienie czerwonego, co dawało piorunujący efekt. Powoli podpływam do mamy, nie byłam wprawiona w byciu połowie rybą i w połowie człowiekiem.  Spojrzałam na nią, ale ona nie mówiła nic. Postanowiłam złamać ciszę.
– Wytłumaczysz mi to, bo chyba już nadszedł czas na wyjaśnienia?
– Tak, teraz już nadszedł. Przepraszam, że ci nic nie mówiłam, o tym, kim możesz się stać, ale to przez to, że istniał cień szansy, iż się nie przemienisz. Ale gdy tylko zawołałaś mnie dziś rano doznałam szoku, a właśnie, spójrz na swoje włosy. Odzyskały kolor.
– Naprawdę? – zapytałam lekko się dziwiąc, ale chwyciłam pasmo włosów i wlepiłam w nie wzrok . Były znowu blond.
– Odczarowały się – powiedziałam. – Skąd wiedziałaś, że to zadziała? – zapytałam.
– Och, kochanie, może stąd, że sama to przeżyłam? Teraz mi powiedz, co chcesz wiedzieć, a potem ruszamy, bo mój czas jest bardzo ograniczony – mówiła to ze smutkiem.
– No nie wiem. – Zastanawiałam się o co mogłabym zapytać: o jej młodość? O to, gdzie będziemy płynąć? Czy może o to, aby wyjaśniła wszystko od początku: jak to się stało, że żyłyśmy na lądzie, a nie tu. I na to się zdecydowałam.
– Opowiedz mi o wszystkim. Jak to w ogóle się stało, że mieszkałyśmy na lądzie, a nie tutaj?
– No dobrze, ale ta opowieść jest długa.
– Mamy przecież trochę czasu – odpowiedziałam. W sumie zastanawiałam się, od czego zacznie.
– Opowiem ci tylko część historii, bo resztę opowie ci Lili. Ona zna całą historię, więc będziesz mogła zapytać ją, o co tylko chcesz.
– Tak. Tylko mam jedno pytanie: kto to jest Lili? – W tym o to świecie można było podejrzewać wszystko. I chciałam mieć pewność, że nic mi się nie stanie u tej Lili. Imię może brzmiało niewinnie, ale skąd miałam wiedzieć, czy to nie jakiś morski potwór, który chciałby mnie pożreć, zaraz po tym, jak tylko uraczy mnie jakąś opowiastką.
– Lili? Lili to moja dobra stara przyjaciółka, jest syreną, tak jak ty! Jak ja za nią tęsknię, ale dość o tym, chciałaś, żebym ci wyjaśniła. Otóż, pamiętasz swoją babcie i dziadka? Zawsze zastanawiałaś się, dlaczego tak dziwnie mają na imię, bo widzisz Liton – twój dziadek – uciekł przed tym, co miało go spotkać tutaj, ale niestety nigdy mi nie powiedział, co to było. Podczas swojej ucieczki spotkał Pilee – twoją babcię – która zajmowała się czarami. Ona też chciała uciec z powodu jej matki – Rosttel. Postanowiła, że zamieni ich w ludzi, bo to było bezpieczniejsze niż wieczna ucieczka. Nadal trzeba na nią uważać. Rosttel jest najgorszą z  syren, jeśli cię rozpozna, to już po tobie, ale myślę, że raczej nie jesteś podobna do Pilee. Prędzej rozpoznałaby mnie, ale je się to nie uda. Liton zakochał się w Pilee i pobrali się nim urodziłam się ja. Żyliśmy sobie spokojnie do moich szesnastych urodzin, kiedy to zaczęłam się przemieniać. Niestety – moja przemiana była inna. Bardziej gwałtowniejsza od twojej. Najpierw zaczęłam się dusić, potem było coraz gorzej, miałam wysypkę i moja skóra zaczęła schodzić. Gdy tylko Pilee zorientowała się, co zrobić, było już za późno. Jedynym sposobem, aby naprawić szkody, było zostanie w morzu przez rok. Było to dość ryzykowne. Pilee pokazała mi ten świat, który jest taki piękny. Niestety, gdy minął rok i wróciłam na ląd dziwnie się czułam. Tęskniłam za morzem, bo tam poznałam Lili –  lubiłam ją. Ubłagałam matkę, aby nauczyła mnie czarów i robienia eliksiru przemiany. Często wracałam do morza, do miast tutaj ukrytych i do Atent – stolicy królestwa Atlantyckiego. Jednak pewnego dnia pewna syrena-czarownica – swoją drogą powinnaś wiedzieć, że tylko czarownice mają fioletowe ogony – zawołała do mnie Pilee, a ja jej odpowiedziałam, że nie jestem żadną Pilee. Lecz ona zamiast mnie zostawić, krzyknęła „nie kłam, Pilee, wiedziałam, że wrócisz”, i wtedy głupia ja powiedziałam, że jestem Loria i chyba mnie pani pomyliła z moją mamą, Pilee, byłyśmy strasznie podobne. Gdy skończyłam jej tłumaczyć, to rzuciła się na mnie, zdołałam uciec dzięki czarom, niestety nie zdołałam ochronić się przed klątwą. Klątwą, która mówiła, że jeśli jeszcze raz się przemienię umrę.
I tu jej przerwałam, nie mogłam dalej tego słuchać. Jak moja matka może umrzeć, jak?!
– Mamo, ale ty nie możesz umrzeć – powiedziałam  stanowczo.
– Niestety tak. Nawet już to czuję. Razem z moją matką próbowałyśmy wielu różnych zaklęć, niestety klątwa była zbyt potężna, aby ją odczarować.
– No, ale ja mam tyle pytań. Kto mi na nie odpowie? – Miałam masę pytań, ale jeśli to jest prawda, to co? Gdzie ja się podzieję, nie znam tu nikogo, oprócz Lili, z opowieści, którą mam znaleźć.
– Spokojnie – czasu powinno nam starczyć, abym ci wytłumaczyła gdzie leży Atent i jak tam się dostać, i znaleźć Lili. Bo ona o wszystkim wie – kiedy stało się to jasne, że klątwy nie da się odwrócić poprosiłam Pilee, aby znalazła Lili i dała jej mój list ze wszystkimi wyjaśnieniami – odpowiedziała mi. .
– Dobrze, to może płyńmy już do tego Atent. I opowiesz mi o tej sławnej Lili, co zna wszystkie tajemnice – próbowałam rozluźnić atmosferę, panującą wokół nas po tej opowieści.
– Tak, może trochę ci jeszcze poopowiadam o tym, jak dotrzeć do Atent. Widzisz te skały? – zapytała, pokazując ręką w dal, gdzie znajdują się duże skały oblepione wodorostami.
 – Tak, widzę. – powiedziałam i nadal wpatrywałam się w te skały, myśląc, że może nagle  tam się coś pojawi.
– Trzeba płynąć cały czas prosto, i za tymi skałami, wzdłuż rowu oceanicznego. Na końcu tego rowu będzie rozciągało się Atent. Na pewno je poznasz – rafy koralowe, piękne rybki o pstrokatych barwach – rozmarzyła się. Chyba chciałaby zobaczyć jeszcze raz to miasto.
– A jak znaleźć Lili? – zapytałam, bo to ona była mi potrzebna do dalszych wyjaśnień.
– Musisz znaleźć granatową bramę do miasta. Przepłynąć przez nią i szukać neonowo-żółtego domku. Inaczej ci nie wytłumaczę, ale zapewniam cię, jest tylko jeden taki domek. Lubi się wyróżniać, nikt inny nigdy by nie miał takiego domku. – Widać było, że strasznie ją lubiła, bo gdy o niej opowiadała, jej głos był radosny, a ona sama się uśmiechała
– Dobrze, to może już wyruszmy, aby nie marnować czasu. – Naprawdę chciałam jak najszybciej tam dotrzeć.
– Tak, tylko jeszcze jedno – musimy zmienić kolor twojego ogona. – Podpłynęła do mnie i zaczęła szeptać słowa w nie znanym mi języku.
I jak na zawołanie poczułam mrowienie w ogonie. Spojrzałam na niego, a ona zaczął mienić się różnymi kolorami, aż w końcu cały stał się jasno niebieski.
– To sprawi, że nie będziesz się wyróżniać –  woła  nagle, i po chwili robi to samo ze swoim, tylko zmienia go na żółto. I jeszcze dodaje: – Nie martw się, podróż jest trochę długa, ale możesz ją sobie umilić pytaniami do mnie.
Niestety miałam mętlik w głowie i jedyne, czego pragnęłam, to zastanowić się, o co mam zapytać.

2 komentarze:

  1. jejku super rozdzialik, powoli szybko zaczyna się wyjaśniać:D
    mam nadzieje że mamie Anerys nic nie będzie D,:
    czekam na kolejna notkę :D

    OdpowiedzUsuń